¶roda, 27 stycznia 2010
W³oski portal katolicki Pontifex Roma zamie¶ci³ wywiad z bp. Tadeuszem Pieronkiem. Mia³ w nim powiedzieæ, ¿e Szoah jako zag³ada tylko ¯ydów to "wymys³", który jest wykorzystywany jako "broñ propagandowa". Wypowied¼ wywo³a³a natychmiastowy odzew i ryk poparcia w naszych absolutnie nieantysemickich krêgach komentatorów i klakierów ultrakatolickich.
"Dziêkuj±c Biskupowi Pieronkowi za wa¿ne s³owa ¶wiadectwa, podziêkowa³em dzi¶ rano tak¿e portalowi Pontifex.Roma" - rozp³ywa siê w b³ogo¶ci "bloger" z alonu24, psychiatrykiem zwanym.
http://mementomori.salon24.pl/152269,bog-zaplac-biskupowi-pieronkowi-
"Szoah jako taki to ¿ydowski wymys³, mo¿na by równie dobrze mówiæ z tak± sam± moc± i ustanowiæ dzieñ pamiêci tak¿e o licznych ofiarach komunizmu, prze¶ladowanych katolikach i chrze¶cijanach – t³umaczy³ biskup." - wtóruje mu s³ynny ze swego pokropienia portal tradsów i ksiê¿y.
http://www.fronda.pl/news/czytaj/bp_pieronek_szoah_jako_taki_to_zydowski_wymysl
wywo³uj±c lawinê zach³ystuj±cych siê pe³nym zachwytu poparciem swych mi³o¶ników:
"Bardzo rozs±dny g³os ! Szkoda tylko, ¿e prawdy tak oczywiste nie mog± siê przebiæ przez g±szcz demagogii i zak³amania."
A¿ tu nagle, czy Pieronkowi wróci³y w³adze umys³owe, czy mo¿e naprawdê dosz³o do przek³amania, bo oto hierarcha nagle jakby rakiem w ty³ dawa³:
"To nie s± moje przekonania, takich pogl±dów nie g³osi³em. Albo autor ich nie zrozumia³ albo sobie dopowiedzia³. Mam na to dowód, bo poprzedni wywiad tego samego autora te¿ by³ nadinterpretacj± i wyra¿aniem jego pogl±dów w oparciu o pewne zdania, które ode mnie us³ysza³" - t³umaczy biskup w Radio Tok Fm.
I co teraz ¶wi±tobliwi klakierzy ? Biskup was wpu¶ci³ w maliny, chyba odszczekiwaæ przyjdzie, swój b³±d prowokacj± lewack± pokrywaj±c, jak to w zwyczaju macie.
Fruwaj±cy ornitolog, jak zalotnie zowie siê politolog wspieraj±cy PiS dusz±, sercem, piórem, czynem i s³owem, czyli Marek Migalski zdecydowa³ siê na swym blogu w salonie24, psychiatrykiem zwanym, sprzeciwiæ rojeniom drugiej gwiazdy tego ugrupowania – Michasia Kamiñskiego, co nie jest ju¿ ma³± dziewczynk±:
Micha³ Kamiñski, zaczyna³ polityczn± karierê od rzucania jajkami w Kwa¶niewskiego. Teraz jednak, na europejskich salonach i wikcie, jakby mu siê w drug± stronê odmieni³o. Przeb±kuje o koalicji PiS - SLD, która de facto z wielkim powodzeniem i wzajemn± mi³o¶ci± testowana jest w odzyskanej ostatnio TVP.
Nie spodoba³o siê to jednak Markowi Migalskiemu, który nie bacz±c na zas³ugi Michasia, postanowi³ daæ mu stanowczy odpór, mimo i¿, sprzeciwy wewn±trz i wbrew linii PiS koñcz± siê czêsto ¿a³o¶nie.
"Czy musieliby¶my zgodziæ siê na likwidacjê IPN, czy wystarczy³oby, ¿eby genera³ Jaruzelski by³ honorowym go¶ciem naszych zjazdów? Z agentów SB powinni¶my byæ jedynie dumni, ¿e budowali Polskê Ludow±, czy musieliby¶my jednak przynajmniej kilku przyj±æ na eksponowane stanowiska w naszej partii?" -
ironizuje Migalski, choæ przebija w tej ironii obawa o dalsz± karierê w partii, do której nawet jeszcze profilaktycznie nie wst±pi³.
"PiS ma siê zgodziæ na ma³¿eñstwa homoseksualne, eutanazjê, aborcjê i wyprowadzenie krzy¿y ze szkó³, czy te¿ jednak my namówimy SLD do swoich racji? A mo¿e pó³ na pó³? Zawrzemy historyczny kompromis –ka¿de z ugrupowañ wyprze siê po³owy swojego programu w zakresie aksjologii?” - kontynuuje w odwagi amoku.
Ale¿ czy¿by politolog ju¿ zapomnia³, czy skutecznie wypiera z naukowego umys³u, ¿e to ju¿ funkcjonuje, zarówno prezydentowa, jak Kluzik-Rostkowska nie maj± nic przeciw aborcji i ma³¿eñstwom gejowskim, a Kaczyñski skutecznie zablokowa³ Jurka, gdy ten chcia³ wzmocniæ ochronê nienarodzonych, wiêc o co chodzi ?
"Rozumiem konieczno¶æ zawierania taktycznych sojuszy miêdzy PiS i SLD w sprawach wa¿nych dla kraju" - jak lansowanie jedynie s³usznej partii w TVP - " i by nie dopu¶ciæ do monopolu w³adzy PO” - co oznacza przej±æ j± ca³kowicie i dyktatorsko, jako samodzier¿awie bli¼niaków - „ ale utworzenie wspólnego rz±du jest nie do zaakceptowania. Dla mnie – bo to by oznacza³o ostatni mój dzieñ w obozie PiS." Oj, to a¿ tak ?, Trzymamy za s³owo.
I na koniec wreszcie o¶wiadczenie, którego mu chyba wierchuszka nie daruje:
„Dla wyborców – bo dla nich my jeste¶my mordercami Barbary Blidy, a oni dla nas spadkobiercami morderców ksiêdza Jerzego.”
Byæ morderc±, a jego spadkobierc± to jednak ró¿nica, chyba jednak siê nasz Mareczek tym razem mocno zapêdzi³.
czwartek, 14 stycznia 2010
W ubieg³ym roku przyszed³ do nas, jak to ³adnie zowi± "po kolêdzie" taki - nowy chyba - wikary. Nie uprzedzili go, ¿e jeste¶my protestantami, albo kto¶ mu g³upi kawa³ zrobi³, bo taki szczawik o wygl±dzie cherubinka z ba³wochwalczego obrazka odpustowego. Zastuka³, drzwi jak zwykle otwarte, wiêc wszed³. Pies, 45 kilogramowy wilczur, te¿ m³ody, wiêc zdêbia³, zastyg³ w bezruchu, zmys³om swoim nie dowierzaj±c i nadziwiæ siê takiej anomalii nie mog±c. Pachnia³o mu jurnym samcem, a widzi kobietê w d³ugiej sukni, jeszcze z kijaszkiem z farfoclami w ³apie, a tego to on ju¿ naprawdê nie lubi, by mu kto¶ kijaszkiem przed nosem macha³, jeszcze baba obca, dziwo¿on jakowy¶. Nie nawyk³ te¿ do mê¿czyzn w kieckach, to i pomyliæ siê mia³ prawo. Dzieci jak pierwszy raz zobacz± co¶ obcego ich porz±dkowi ¶wiata, to p³acz±, pies reaguje agresj±. Jak siê rzuci³, to ksiê¿ulek dopiero za furtk± po³ê mocno potarmoszonej sutanny mu z zêbów wyrwa³. Strasznie pomstowa³ i wyklina³, jako¶ nie jak duchowny, a taki wioskowy dresiarz z ³aweczki pod sklepem. Poszed³em potem tam do ich biura na zapleczu tego ichniego przybytku, przeprosi³em, ale chyba uraza zosta³a. Do lata ponoæ pleban z ambony wypomina³, ¿e ewangelicy kap³ana psami szczuj±, ancychrysty heretyckie... A psy, znaj± siê na ludziach, oj znaj±. W tym roku to ju¿ chyba "z g³owy mamy", choæ piesek têsknie pod p³otem wyczekuje, wêszy, widaæ mu sutanna zasmakowa³a. A przyty³ jeszcze deko, zmê¿nia³, zêbiska na ko¶ciach wzmocni³, ale p³onne nadzieje, z daleka omijaj±.
¶roda, 23 grudnia 2009
Wci±¿ mam w pamiêci pewn± bo¿onarodzeniow± wigiliê z czasów dzieciñstwa dog³êbnie zatrut± obaw±, wrêcz narastaj±cym panicznym lêkiem przed nieuchronn±, jak mniema³em, wisz±c± niczym miecz Damoklesa nad moj± nieszczêsn± pacholêc± g³owina straszliw± wizyt±. Wewnêtrznie rozdygotany nas³uchiwa³em pod drzwiami, czy znów jak ubieg³ego roku nie nadci±gn± schodami ciê¿kie st±pania, a po dono¶nym ³omotaniu do drzwi nie wkroczy niwecz±c ca³± rado¶æ i magiê ¶wi±t - ON. Wozak z s±siedztwa, okutany czerwonym szlafrokiem, ze zmierzwion± brod± z waty, dygaj±c parciany wór na pleczystym grzbiecie wêglarza, aby rozsiewaj±c prza¶ny odór piwnogorzelniany, pohukuj±c rubasznie, stroj±c gro¼ne miny i wytrzeszczaj±c przekrwione ¶lipska, uzmys³owiæ mi i przekonaæ o pe³nej realno¶ci bytu ¦wiêtego Miko³aja. Po kompromituj±cym zdemaskowaniu przebrania w³asnego ojca, a rok potem s±siada pe³ni±cego na zasadzie wymiany us³ug rolê szafarza prezentów, rodzice wszystkich okolicznych maleñtasów dogadali siê i wpadli na w±tpliwy koncept zaanga¿owania miejscowego indywiduum, które skrzepione uprzednio ró¿norakimi trunkami , odtwarzaæ mia³o, tê tak wa¿n± ich zdaniem postaæ dobrotliwego ¶wiêtego, a w praktyce przyczynia³o siê do zasiewania w naszych niewinnych duszyczkach pierwszych ziaren zw±tpienia w prawdomówno¶æ i intencje doros³ych. Przyznam, ¿e wówczas ju¿ bardziej przekonywaj±cy wydawa³ mi siê pan wo¼ny przebrany za dziadka Mroza, a do dzi¶ nie wiem dlaczego tak niezbêdny, by na przedszkolnym wieczorku noworocznym odebraæ przydzia³ow± torebkê z szarego papieru, z cudown± zawarto¶ci± : pomarañcz±, rumianym jab³uszkiem i kilkoma cukierkami z ZPC im. 22 lipca d. E. Wedel. Za jak¿e rozs±dny i nie wystawiaj±cy na szwank dzieciêcej wiary i psychiki, uzna³em pó¼niej zwyczaj ukradkowego podrzucania prezentów pod choinkê, czy zawieszania w oczekiwaniu na nie pe³nych uroku skarpet. Owa tajemnicza, niewidzialna, ale w pe³ni realna dziêki otrzymanym podarkom obecno¶æ niezwykle wa¿nego kulturowo i spo³ecznie rytua³u wymiany darów, podczepionego w naszej tradycji do szacownego biskupa z Miry, jako¶ i do dzi¶ mocniej przemawia do mojej wyobra¼ni. No có¿, „B³ogos³awieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” J 20:29. Od siermiê¿no - ponurych czasów mego pogr±¿onego w mrokach budowy socjalizmu dzieciñstwa, ¦wiêty Miko³aj zd±¿y³ siê niesamowicie rozmno¿yæ, spowszednieæ i co tu ukrywaæ zlaicyzowaæ na wzór wspomnianego dziadka Mroza, anektuj±c w okresie d³ugo ju¿ przed¶wi±tecznym olbrzymie po³acie przestrzeni publicznej i medialnej. Nie wspominaj±c ju¿ o niezliczonych osobnikach w czerwonych szlafmycach, molestuj±cych nasz± uwagê na ulicach, w centrach handlowych, czy zamawianych z wizytami domowymi przez s±siadów, upiornych lalkach tarabani±cych siê po drabinie w co trzecie okno, to w prawie ka¿dym programie tv jawi siê nam rumiany i pyzaty brodacz powo¿±cy zaprzêgiem reniferów, lub z basowym ho, ho, ho l±duj±cy z komina. Nie mogê wprost nadziwiæ siê marazmowi, znieczulicy, a mo¿e umy¶lnemu zaniechaniu, jakie w kwestii tej ¶wiêto miko³ajowej pandemii, ogarnê³o tak licznych i czujnych aktywistów i liderów protestów wszelakich. Toæ w ostatnich latach, gdy choæby wykorzystanie kolêdy w reklamie, zwrócenie uwagi na zbyt g³o¶ne dzwony, nie mówi±c o uklêkniêciu i uca³owaniu ziemi w podziêce za szczê¶liwe l±dowanie, budzi natychmiast rozkrêcan± do monstrualnych rozmiarów burzê spo³eczn±, medialn±, a i czêsto, gêsto z fina³em w s±dzie – nikt jako¶ nie zamierza wzi±æ w obronê tak postponowanego, niecnie wykorzystywanego, a niejednokrotnie i o¶mieszanego Miko³aja – jakby nie by³o, wyniesionego na liczne o³tarze ¶wiêtego. Chyba pora najwy¿sza daæ odpór tym bezecnym poczynaniom, jakowy¶ komitet obrony ¶wiêtego, czy choæby podwórkowe kó³ko zawi±zuj±c, bo jak tak dalej pójdzie, zaraza siê rozprzestrzeni nie daj Bóg na innych i do tego dojdzie, ¿e ¶wiêty Franciszek bêdzie reklamowa³ ustronne agroturystyki dla samotnych, a ¶wiêty Florian ga¶nice.
Pawe³ Ilecki
W nocy z 19 na 20 pa¼dziernika 1997, nied³ugo po zakoñczeniu poselskich obrad, kamery monitoruj±ce salê posiedzeñ Sejmu zarejestrowa³y niepokoj±ce wydarzenie. Dwóch ciemno ubranych osobników, zakrad³o siê chy³kiem, niczym z³odzieje na filmach akcji, do nie zamkniêtej jeszcze sali, przystawi³o przyniesion± drabinê i podczas gdy jeden przytrzymywa³, drugi wtarabani³ siê do góry, a nastêpnie co¶ gmera³, majstrowa³ i przybija³ do ¶ciany. Widaæ m³otkowym by³ nie najpierwszego sortu, czy podchmieli³ kapkê przed nocn± robot±, bo przy schodzeniu noga mu siê omsk³a i zlecia³ na ³eb, na szyjê. Przez ten wypadek nieszczêsny okaza³o siê, ¿e g³ównym majstrem by³ pose³ Akcji Wyborczej Solidarno¶æ - Tomasz Wójcik, cz³ek widaæ honorowy, bo to¿samo¶æ swego czeladnika w tajemnicy dot±d zachowa³. A có¿ to za tajemn± pracê poselska specbrygada pod os³on± mroku i nieobecno¶æ postronnych tak niefortunnie czyni³a ? Otó¿ dwaj panowie, przez naród demokratycznie wybrani, przyczepiali na ¶cianie krucyfiks, bo jako¶ za dnia siê obawiali, a mo¿e i niezrêcznie im by³o brak fachowo¶ci w tej materii prezentowaæ, a tak fakt dokonany, jak wisi, to nikomu niechybnie odwagi nie starczy by zdj±æ. Tak te¿ i siê sta³o, jak powiesili, do dzi¶ dnia wisi. Lewica trochê pomrucza³a, prasa opisa³a i przysch³o. Nawet nagany chyba nikt nie wlepi³ za samowolê. Jaka tam samowola zreszt±, u siebie s±, to i mog± na ¶cianach wieszaæ, co im siê tylko powiesiæ zechce i po nocy palców nie przyt³ukuj±c uda. Dwana¶cie lat pó¼niej trójka m³odych ludzi postanowi³a w zgodzie ze swymi przekonaniami odwrotn± czynno¶æ uskuteczniæ, tzn. spowodowaæ zdjêcie krzy¿y ze ¶cian w klasach ich liceum. Miast jednak braæ przyk³ad ze szlachetnych, a mê¿nych wybrañców narodu i cichaczem, po kryjomu jak zbóje swój zamys³ zrealizowaæ, uczciw± drogê wybra³a, na ¶cie¿kê legalnych, zgodnych z prawem negocjacji, postulatów i dyskursów wszelakich wchodz±c. No i siê zaczê³o, afera na dwana¶cie fajerek, krzyk rwetes i k³ótnie gdzie tylko siê da. Od brukowców eufemistycznie tabloidami zwanych, po powa¿ne gazety, jedni broni± w³asn± piersi± zastawiaj±c, drudzy z b³otem najgorszym mieszaj±. Nawet pan europose³ profesor Legutko g³os za stosowne zabraæ uzna³, m³odych ludzi od rozwydrzonych szczeniaków i zadymiarzy wyzywaj±c. A przecie¿ ta trójka wierz±c,¿e w naszym kraju mo¿na zgodnie z prawem realizacji tego¿ wymagaæ, da³a potê¿nego prztyka w nos doros³ym i, w swoim mniemaniu, prawym parlamentarzystom, ³ami±cym prawo, do którego tworzenia powo³ani przez naród zostali i nie bior±c z nich przyk³adu, nijakich machinacji i majstrowañ przy krzy¿ach noc± nie czyni³a. Mniemam, ¿e pan europose³ miast pohukiwaæ, winien ze wstydu za swych by³ych kolegów z poselskiej ³awy ogon podkuliwszy, m³odzie¿ przeprosiæ, a nie sw± hm... godno¶æ po s±dach w³óczyæ. Bo to, ¿e m³odzie¿ dzi¶ swoj± drogê wybiera, odrzucaj±c zwyczaje w starszym pokoleniu za normê przyjête, w tym akurat wypadku, tylko na jej korzy¶æ ¶wiadczyæ mo¿e.
sobota, 12 grudnia 2009
Nadzwyczajnie obrodzi³o nam lato¶ dyskursami i rozhoworami wszelakimi w kwestii tak delikatnej materii, jak symbolika i uczucia religijne, co w Rzeczpospolitej naszej, tematem mocno zapalnym, a i nerwowo¶æ jakow±¶ niezdrow± inspiruj±cym, ostatnio siê zdaje. Obserwuj±c zapalczywo¶æ harcowników stron obojga, z obaw± mniemam, ¿e koniec koñców, któremu z waæpanów owych rêka do szabli siêgnie, jak to ju¿ i drzewiej bywa³o, a wtedy i rokosz, czy inne nieszczê¶cie w narodzie gotowe. "Przeto nie os±dzajmy ju¿ jedni drugich, ale raczej baczcie, aby nie dawaæ bratu powodu do upadku, czy zgorszenia" Rz. 14; 13 Pracowa³em swego czasu, ja - protestant ewangeliczny - z bardzo przywi±zanym do swych religijnych przekonañ i tradycji - rzymskim katolikiem. Zajmowali¶my na przemian jedno pomieszczenie i mój czcigodny zmiennik upiera³ siê wytrwale, ¿e bez krucyfiksu na ¶cianie to on w ¿aden sposób pracowaæ nie mo¿e i nie ma w zwyczaju. Tak wiêc i utrwali³o siê z czasem, ¿e ja w mój dzieñ krucyfiks zdejmowa³em i pieczo³owicie uk³ada³em w przeznaczonej specjalnie na ten cel szufladzie, a nazajutrz kolega zawiesza³ go napowrót z ca³±, przynale¿n± tak donios³emu wydarzeniu, celebr±. Tak nam ten rytua³ cyklicznej i z pe³nym wzajemnym szacunkiem de i sakralizacji pomieszczenia wszed³ w nawyk, ¿e gdyby który¶ z nas zapomniawszy swej powinno¶ci nie dope³ni³, z miejsca by niepokój o stan swych zmys³ów, tudzie¿ g³êboko¶æ wiary u drugiego wzbudzi³. Osobliwy, acz wielce znacz±cy consensus wypracowali¶my na niedziele. Kolega tak d³ugo u¿ala³ siê i biadoli³, i¿ nasz wspólny gabinet na ten, tak wa¿ny i ¶wiêty dla niego dzieñ bez ¿adnej opieki przed szatanem i innym diabelstwem pozostaje, ¿e kiedy to mnie przypada³a sobota, dla spokoju jego duszy, pos³uszny S³owu - " A my, którzy jeste¶my mocni, winni¶my wzi±æ na siebie u³omno¶ci s³abych, a nie mieæ upodobania w sobie samych" Rz. 15; 1, krucyfiks na ¶cianie obowi±zkowo przed wyj¶ciem zawiesza³em. Wracaj±c wiêc na grz±ski grunt tocz±cych siê sporów, mo¿e by tak bulwersuj±cemu ostatnio kolêd± w reklamie portalowi Allegro zasugerowaæ, by proporcjonalnie do ¶wiatopogl±dowego podzia³u, w dni powszednie pie¶ñ paraliturgiczn± wykorzystywa³, a w niedzielê Miêdzynarodówkê. I mo¿e wreszcie zgoda nastanie, bowiem " Je¶li mo¿na, o ile to od was zale¿y, ze wszystkimi lud¼mi pokój miejcie. " Rz.12;18.
Pawe³ Ilecki
wtorek, 01 grudnia 2009
Niezwykle interesuj±ca dyskusja wywi±za³a sie na s³ynnym ze swego po¶wiêcenia portalu Fronda. Decyzja - wynik ogólnonarodowego referendum - Szwajcarów, aby zakazaæ dalszej budowy minaretów przy meczetach zaniepokoi³a czo³owego sofistê katolickiego - dr Tomasza Terlikowskiego. Ten¿e to wybitny publicysta stwierdzi³, ¿e suwerenna decyzja Helwetów jest nies³uszna, godzi w swobody wyznañ religinych i mo¿e tylko pogorszyæ napiêt± sytuacjê miêdzy jedynie s³usznym katolicyzmem, a fa³szywym islamem. Nale¿y muzu³manów ewangelizowaæ, nawracaæ, przytulaæ do szerokiego ³ona Watykanu, a nie zabraniaæ im budowy fragmentów ¶wi±tyñ. Tym bardziej, ¿e islamistów w Europie przybywa, mno¿± siê akty konwersji z katolicyzmu na islam, a przybytki katolickie zaczynaj± ¶wieciæ pustk±. Jedyna rad± wiêc zwarcie szeregów, zorganizowaæ siê i siaæ, siaæ, siaæ. jak to pewien dr dyrektor ma w zwyczaju. Nie¶mia³o pobrzmiewa w tym apelu troska bardzo s³usznie trwog± podszyta, ¿e po sporach o krzy¿e, wrogowie Boga, Przenaj¶wiêtszej Panienki, ¦wiêtego Rzymskiego Ko¶cio³a i ¶wiata ca³ego, mog± siê bezbo¿nie sprzeciwiæ dzwonnicom z ha³asuj±cym od ¶witu elektronicznym symbolem potêgi kleru katolickiego w Polsce, co i nie daj Bo¿e. Na to mu, anarchiê w po¶wiêconym grajdo³ku czyni±c, ripostuje niejaki Tomasz {jako¶ to imiê w krêgach konfesyjnych popularne, a przecie¿ z niedowiarstwem kojarzone} Torquemada, postaæ w owych krêgach z tradycjonalizmu tudzie¿ betonowej wprost ortodoksj znana : "Panie Tomaszu: proszê zauwa¿yæ, ¿e na minaret w³azi 5 razy na dobê osobnik by zanosiæ stamt±d g³o¶ne mod³y do diab³a. Nie widzê powodu, by tolerowaæ takie rzeczy w przestrzeni publicznej. Meczet w pobli¿u domu tolerujê, moje dzieci bawi± siê nawet na podwórku z bisurmani±tkami, ale gdyby musia³y s³uchaæ zawodzenia muezzina, to zrobi³bym wszystko, by to ukróciæ." No i proszê, katolicy dogadaæ siê nie mog±, a tysi±ce protestantów, buddystów, neopogan, ateistów, agnostyków itp. musz± wys³uchiwaæ bêbnienia dzwonów. A mo¿e wzi±æ przyk³ad z Torquemady i te¿ zacz±æ robiæ wszystko, by to ukróciæ ? ps. Dobrze, ¿e Al-Kaida, czy inny Miecz Islamu nie czytuje Frondy, bo by obu panom kêsim i dzihad ju¿ szykowa³a. A mo¿e czytuje ? Pawe³ Ilecki
Kolêda "Cicha noc" nale¿y do najbardziej znanych na ¶wiecie, przet³umaczono j± na ponad 300 jêzyków. Tekst powsta³ na podstawie wiersza napisanego w 1816 roku przez austriackiego wikarego Josepha Mohra, a melodiê dopisa³ w dwa lata pó¼niej ko¶cielny i organista z Oberndorfu k. Saltzburga - Franz Gruber. Oficjalnie jako pie¶ñ ko¶cieln± uznano j± w 1866 r. Na ziemiach polskich znana by³a w zaborze austriackim i pruskim, jednak dzi¶ ¶piewane s³owa spolszczy³ do niej dopiero 1930 roku Piotr Maszyñski.
Postêpuj±ca skleroza uniemo¿liwia mi przypomnienie sobie obecnie tytu³u filmu, z którego zapamiêta³em jedynie niezwykle znacz±c± scenê: podczas wojny, po dwóch stronach frontu, w okopach, ¶piewano tê kolêdê w wigilijn± noc w ró¿nych jêzykach. Co wiêcej, zarówno melodia, jak i ca³a pie¶ñ wielokrotnie by³a wykorzystywana w ró¿norakich dzie³ach artystycznych, w tym tak¿e w reklamie. Od dawna sta³a siê ogólnodostêpnym dziedzictwem kultury, a prawa autorskie do niej wygas³y.
Dlatego te¿, z ogromnym zdumieniem odkry³em na portalu Pro Polonia, którego strony zawsze z ciekawo¶ci± odwiedzam, zafascynowany wrêcz przygniataj±c± tre¶ci± niektórych informacji i wypowiedzi, apel podpisany przez znanego mi ju¿ uprzednio z przegranej batalii z Madonn±, s³awetnego Mariana Brudzyñskiego.
Tym razem pan radny sejmiku mazowieckiego, miast dbaæ o kanalizacjê, nowe miejsca pracy, s±dziæ z p. Giertychem o szambo, itp. sprawy, jakimi to radni zwykli siê zajmowaæ, wytoczy³ znów swe kolubryny i bombardy przeciw portalowi aukcyjnemu Allegro.
Dlaczego znów, a no bo i poprzednim razem mia³ z nim mocno na pieñku za wspieranie koncertu skandalicznej i perwersyjnej, jak j± nieustannie zowie, artystki Madonny. W sierpniu nie wysz³o, skry³ siê wiêc, przyczai³ i zasadzkê zastawiwszy, okazji dopieczenia znienawidzonej bestii wypatrywa³. No i jak znalaz³, napatoczy³o siê na same ¦wiêta - Allegro ¶mia³o, w bezbo¿nym swym procederze, melodii z naj¶wiêtszej kolêdy do reklamy u¿ywaæ, mocno tym blu¼nierczym aktem panmarianowe et consortes uczucia religijne rani±c.
To¿ i on z miejsca, ani my¶l±c swój apel o zaniechanie przeciw tym oczajduszom i poturczeñcom wystosowa³. No i có¿, wygra, nie wygra, poha³asuje - wybory samorz±dowe ju¿ prawie za pasem. Widaæ w sonda¿ach pan radny sprawdzi³, ¿e o nim zapomnieli, a tu taka okazja, aby siê ma³ym kosztem wyborcom przypomnieæ i z najlepszej strony waleczno¶æ, tudzie¿ nieugieto¶æ zaprezentowaæ.
A mo¿e za spadkobiercami praw austriackich autorów tak siê uj±³, zdradzieckim wykorzystywaniem ich ojcowizny do g³êbi poruszony, swój polski patriotyzm na paneuropejski zmieniaj±c ? Oj, chyba nie, do europarlamentu z mazowieckich lasków, piasków i karasków daleko, a i kondycja nie ta.
Najciekawsze jednak, i¿ bloguj±cy na tym samym portalu z wielkim zaciêciem i powodzeniem pan Artur Rumpel nazywa kolêdy zjawiskiem paraliturgicznym, które to z wiar± ju¿ niewiele wspólnego maj±.
A z tego wynika, ¿e pan Marian nied³ugo mo¿e i psychologiê z parapsychologi± pomyli, w okultyzm jakowy¶, Bogu tak obrzydliwy, popadaj±c, czego mu nie ¿yczê, bowiem i ja swoj± pisanin± wyborców aktywizujê, co mi po wyborach, nie ukrywam, jako¶ mo¿e zaowocuje.
Co¶ mi jednak po ko¶ciach strzyka, ¿e z tym ponownym wyborem, to i kiepsko bêdzie. Wiêcej po¿ytku by uczciwe zainteresowanie i zajêcie bol±czkami i problemami wyborców przynios³o, ni¿ szarganie nazwiska po gazetach, internetach, s±dach, pikietach i innych ¶rodkach mylonych powszechnie z tym, co mo¿ne nazwaæ uczciw± i przyzwoit± kampani± wyborcz±.
Pawe³ Ilecki
¶roda, 23 wrze¶nia 2009
W zamierzch³ych czasach, których ju¿ chyba nawet najstarsze dinozaury nie pamiêtaj±, wybra³em siê na wakacje do maleñkiej mazurskiej wioski, malowniczo usytuowanej na wzgórzu pomiêdzy ¶cian± starego lasu, a tafl± wielkiego jeziora. W pogodny, s³oneczny poranek, zapocz±tkowany orze¼wiaj±cymi ablucjami w ch³odnej toni jeziora, pij±c zaparzon± studzienn± wod± kawê, ze zdumieniem obserwowa³em jak kacza rodzina, z g³o¶nym kwakaniem, trzepaniem skrzyde³ i krêceniem kuperkami, pod wodz± nadêtego pych± kaczora alfa, maszeruje zdyscyplinowanym rz±dkiem po podwórzu. Có¿ w tym dziwnego ? Zwyk³y widok na wsi, jakby siê powierzchownie zdawaæ mog³o. Jednak kaczki, miast w oczywi¶cie oczywist± stronê jeziora, kierowa³y siê za stodo³ê, w kierunku szumi±cego starymi sosnami lasu. Zaintrygowany tym brakiem naturalnej logiki i instynktu poszed³em za nimi, i có¿ ujrza³em ? Za stodo³± kisi³a siê, s±dz±c z wygl±du wykopana wiele lat wcze¶niej, obro¶niêta chwastami i zaniesiona rzês± wodn±, zalatuj±ca rozk³adem i zgnilizn± maleñka sadzawka. Ona to w³a¶nie by³a celem peregrynacji kaczego rodu z podwórka, a wnioskuj±c z radosnego pokwakiwania, musia³a s³u¿yæ niezliczonym kaczym pokoleniom za niezbywalne i, w ich przekonaniu, zapewne jedyne ojczyste i przyjazne terytorium. Kierowany ciekawo¶ci± i chêci± wyja¶nienia owego "dziwu natury" zainterpelowa³em w tej pe³nej logicznej niespójno¶ci kwestii, wygrzewaj±cego siê na ³aweczce przed domem dziadka gospodarzy. - "Dlaczego wasze kaczki, miast jak setki innych, domowych i dzikich, korzystaæ z dobrodziejstw szerokiej przestrzeni, wolno¶ci i czystej wody pobliskiego jeziora, taplaj± siê w tej maleñkiej, zatêch³ej sadzawce ?” - "Panie ! Jakby one wiedzia³y, ¿e tam jest to jezioro... " odpowiedzia³. Przestroga ujêta w przes³aniu tego, z pozoru drobnego i ma³o wa¿nego epizodu powraca do mnie w ca³ej swej z³owieszczej krasie gdy, chwa³a Bogu, jak na razie na obrze¿ach i marginesach naszej rzeczywisto¶ci pojawiaj± podobne w stylu do poni¿szej, wypowiedzi :
- "Gdy nie bêdzie mediów katolickich, gdy nie bêdzie mediów polskich, czysto polskich, dbaj±cych o polski interes, to co bêdzie z nami ? To ju¿ bêdzie po Polsce.” http://bi.gazeta.pl/im/6/7038/m7038236.mp3
W tych s³owach najs³ynniejszy medialny zakonnik w Polsce sugeruje zas³uchanym w niego „kaczêtom”, ¿e jedynie i niezmiennie, tym co nasz naród mo¿e uratowaæ jest ciasna, ale w³asna i od pokoleñ zatêchaj±ca sadzawka. Podobn± tezê wysnu³ ju¿ przed laty nasz wieszcz narodowy: "Tylko pod tym krzy¿em, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polsk±, a Polak Polakiem!". (A. Mickiewicz)
Zastanówmy siê jednak, nim bêdziemy strofê poety jak mantrê powtarzaæ, jakie by³y historyczne, spo³eczne i polityczne okoliczno¶ci, gdy j± napisa³. Od XIX wieku nie tylko sytuacja Polski, ale i ludzka ¶wiadomo¶æ uleg³a zmianie. Mam czêsto wra¿enie, ¿e wielu naszych mniejszych, czy wiêkszych przywódców duchowych i politycznych zapomina, ¿e obywatele naszego kraju, to nie kaczki. Nie wystarczy wykopaæ sadzawki za stodo³±, zaprowadziæ tam kilka pokoleñ kaczorów alfa, aby potem, si³± instynktu prowadza³y tam swój przychówek, nie dopuszczaj±c nawet my¶li, ¿e oto nieopodal rozpo¶ciera siê ogromne jezioro. Dlatego otuch± niezmiern± napawa mnie ¶wiadomo¶æ, ¿e obok parafiañskiego za¶cianka, obok podszytej partykularnymi interesami chêci wpêdzenia Polski i Polaków na zawsze w zamulon± sadzawkê, wmówienia, ¿e tylko w niej cel i kres naszego ¿ycia, pojawiaj± siê coraz czê¶ciej wypowiedzi takie, jak ostatnio pos³a Celiñskiego :
„- Od tego jak Polska wykorzysta najbli¿szy czas w Europie i ¶wiecie bêdzie zale¿a³a jej przysz³o¶æ. - Albo poprawimy swoj± pozycjê i bêdziemy cenionym partnerem w polityce miêdzynarodowej, bezpieczeñstwa, modernizacji i rozwoju, albo bêdziemy tak jak byli¶my przez kilkaset lat na peryferiach tego ¶wiata -”
Mo¿e wiêc ju¿ rzeczywi¶cie pora, aby nie daj±c wiary przeró¿nym zmanipulowanym przez chytrego gospodarza kaczorom alfa, porzuciæ sadzawkê i wyp³yn±æ na szerokie wody.
Pawe³ Ilecki.
sobota, 18 lipca 2009
Syn mego znajomego jest w³a¶nie na etapie "Potopu". Dziwne z niego dziecko, jakby konserwatywne nieco, a w dzisiejszych czasach z pewno¶ci± niecodzienny to okaz, bo i ksi±¿ki czyta i jakby co¶ z nich rozumia³. W ka¿dym razie zapytania w temacie swych lektur ma liczne, rozmaite, a i k³opotliwe czasem. Kolega to po nocach i samokszta³cenie uzupe³nia, by na ca³kowitego je³opa w b³êkitnych oczêtach latoro¶li nie wypa¶æ.
Jednak¿e to, co owo, tr±caj±ce molem ksi±¿kowym pacholê wykoncypowa³o onegdaj, to studia uniwersyteckie, eh, co ja gadam, profesura z prawa humoris causa za ma³o.
Ch³opiê bowiem, pana Sienkiewicza proz± ku pokrzepieniu dog³êbnie przesi±kniête, wiadomo¶ci jakowe¶ w telewizji obejrza³o, w internecie wiedzê wzbogaci³o i ufnie jak m³ode kacze, ojca jê³o molestowaæ, czy owa to Jasna Góra, co to j± pan Kmicic pospo³u z przeorem Kordeckim broni³, to ta sama co j± lato¶ niejaki Rydzyk, redemptorysta zreszt±, tak niepoczciwie spostponowa³.
Zafrasowa³ siê kolega mój wielce, w g³owinê a¿ do krwi serdecznej podrapa³, bo i có¿ mia³ dzieciêciu swemu rodzonemu oznajmiæ ? Sk³amaæ grzech i nieetycznie jako¶, prawdê wyjawiæ jeszcze gorzej, nerwica jaka¶ albo i satanizm mo¿e siê przyczepiæ, gdy wyzna tak z zaskoczenia, ¿e to duchowni, moralne autorytety przecie¿ tak niecnie siê w odwiecznym miejscu kultu rozporz±dzaj±.
Co¿, i frasowaæ siê jest czym, i chyba nawet nad wyraz niemo¿ebnie. Precedens bowiem, a mo¿e i nowa religijna tradycja nam siê, na oczach naszych zdumionych, na jasnogórskim stoku narodzi³a.
Wzmiankowany ju¿ redemptorysta, pos³uj±cego na Sejm su³tana opozycji do spó³ki sobie dobrawszy, w tak symbolicznym miejscu i wczas tak dostojnego wydarzenia, jak Pielgrzymka Rodziny RM, nie do¶æ, ¿e kupcom stragany liczne rozstawiæ zezwoli³, co siê samo w sobie ju¿ Bogu ohyd± mog³o wydaæ, bowiem "Dom mój bêdzie nazwany domem modlitwy, a wy uczynili¶cie z niego jaskiniê zbójców" Mt.21,13, to¿ ze wspólnikami samotrzeæ reklamê takiego ewangelicznego dzie³a jak telefonia komórkowa uskutecznia³.
Jakby ju¿ i tego ku zgorszeniu maluczkich do¶æ nie by³o, ¿arciki sobie niecne ku uciesze berecikami moherowymi przyozdobionej gawiedzi czyni³, z Bogu ducha winnego mnicha z afrykañskich krajów brzydko i bez kindersztuby dworuj±c.
Czy¿ od teraz wszystkim nam ju¿, na jasnogórsk± tradycjê powo³uj±c, handlowanie, reklamowanie, jarmarczenie i wrêcz bazarowe lub piwnobudeczne szydzenie z innych nacji dozwolone bêdzie, gdzie nam siê tylko zamarzy, na symbole narodu nie zwa¿aj±c ?
Ka¿dy zrobi jak zechce i na ile mu prokurator pozwoli, bo to ponoæ kraj wolny i wszyscy¶my równi, jak co poniektórzy naiwnie siê nadal upieraj±.
Gdzie¶ tam jednak, tli siê we mnie przekonanie, ¿e tradycjê ow± nowo powsta³±, czas i pora w ko³ysce zdusiæ, a okrzykn±wszy hañb± i nikczemno¶ci± nazad w otch³añ piekieln±, sk±d i przyby³a odegnaæ.
No chyba, ¿e i nam, jak jej twórcom i entuzjastom nieposkromiona ¿±dza w³adzy i mamony ducha i oczy za¶lepi³a. Baczmy jednak, ¿e m³yny bo¿e, mo¿e i nierychliwe, ale na pewno sprawiedliwe i kiedy¶, mo¿e ju¿ prêdzej ni¿ nam siê to prostodusznie zdaje, co godne i Bogu mi³e, a co nikczemne i ohydne rozs±dz±.
|
|